Rowland S. Howard - Teenage Snuff Film
Data wydania: 17.03.1999
Gatunek: alternative rock, shoegaze, blues
Sajt: MajSpejs, DeadRadioLive
Co ja się naszukałem tego krążka po Sieci, to już moje. Próbka w beznadziejnej jakości narobiła mi smaku na tyle, że się nie poddałem do końca. Dopiero ostatni bastion - SoulSeek, spisał się na medal. Howard sam w sobie, miał epizod w Bed Sids’ach z Nikiem Kejwem i ich płytą “Let love In” (stare dzieje). Potem chlapnął kilka głębszych z Mick’iem Harvey’em, również członkiem, który notabene też kilka swoich solowych płyt ma i nagrali właśnie ten CD. Gitary i wokal. Dwa nieodzowne podmioty, którymi należy opisać to, co się tutaj dzieje. Gitary przesterowane, nieczyste, tworzące melodyjne tło dla wyraźnego wokalu. Ten brzmi, jakby Rowland miał tampony w nosie, albo jakiś inny katar, bo sprawia wrażenie gościa z wiecznie zatkaną kichawą, choć może właśnie w tym tkwi jego urok. Trzeba lubić ten typ muzyki, a już przy pierwszym utworze - “Dead Radio” można się zachwycić. Przebojowości tu tyle, co zero, jest umiarkowanie mrocznie, dostojnie, w sam raz na romantyczny wieczór przy zniczach. Tak ogólnie wygląda koncept albumu jako całości. Mamy wielokrotne zmiany tempa i skoki poziomu decybeli w “I Burnt Your Clothes“, romantyczne zawodzenie i cholernie intensywnie-melodyjną końcówkę w “Silver Chain“, a “galopowy” rytm “Undone” nadawałby się na podkład pod western. Na koniec dostajemy świetnie zamykający płytę “Sleep Alone” z nieregularnymi gitarami i, tym razem, zepchniętym na dalszy plan wokalem. Świetny tytuł albumu i okładka. Szkoda, że to jednorazowy wybryk Rowlanda. Tym bardziej nie zaszkodzi sprawdzić. Jak to mawiają arabscy samobójcy - niewiele do stracenia, wiele do zyskania.