Arctic Monkeys - Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not

Data wydania: 23 stycznia, 2006
Gatunek: indie, alternative, rock
Sajty: Oficjal, MajSpejs

Pamiętam pierwsze odpalenie tej płyty, kiedy nieświadomy, już po wciśnięciu “plej” wiedziałem, że ją pokocham. A im dalej wgłąb pierwszego kawałka, tym lepiej. Czysta energia, niezłe zmiany tempa, uroczy, kojarzący mi się z muzyką lat 70′tych wokal. Drugi kawałek to już zupełna orgia, miarowe uderzenia perkusji, wybitnie dające o sobie znać w cudnym refrenie i rzeczywiście, założę się, że ten kawałek dobrze wygląda na densflorze. Energetyczna łupanka ani przez chwilę nie spuszcza z tonu na całej płycie, tekst niejednokrotnie zaskakuje (You sexy little swine), a perkusja często gra pierwsze (paradoksalnie) skrzypce, wyraźnie wybijając rytm i wywołując potakiwanie głową. Oczywiście, nie jest idealnie, bo spokojne kawałki zupełnie do mnie nie trafiają. Może i takie zamierzenie - dać odpocząć słuchaczowi, ale kiedy każdy wcześniejszy track wchodzi dobrze, to nie potrzeba mi przerwy. Wybaczę, bo “Riot Van” trwa nieco ponad dwie minuty zaledwie. Potem mamy romantyczne otwarcie “The Sun Goes Down“, z wolna rozkręcające się, aby przejść do hałaśliwego (jak na normy indie rocka) nacedzania w instrumenty - prawdziwie popisowy numer. I w zasadzie “From The Ritz To The Rumble” (cudo) mogłoby zakończyć ten krążek, bo ostatni, zamykający wałek to beztroskie plumkanie, nadające się do odlania. Debiut Arktycznych Małpek wywołał u mnie chwilową podnietę tym całym indie graniem. Ale po ściągnięciu kilku kapel dumnie opisanych tą metką (a jest ich od cholery, większość nazw kończy się na …s, a na początku prężnie często stoi The… - Małpki przynajmniej tego drugiego uniknęły), stwierdziłem, że żadna się nie umywa i dałem sobie na luz. Czasem, od biedy jeszcze jakaś się trafi zjadliwa, ale to właśnie ten CD (z jakże fajną okładką) jest póki co najlepszy i od niego omierzam. I jebie mnie gadanie, że to komercyjne ścierwo. Szkoda jedynie, że druga płyta wypadła blado w moich uszach. Cóż, poczekamy na trzecią.

Napisz odpowiedź